Holizm w Sztuce, Terapii i życiu

>> Xorceria > Teksty > Roman Fierfas > Dao seksu i emocji

Dao seksu i emocji

Roman Fierfas

Tao seksu i emocjiWspółczesny świat zdaje się czasem być wysysającym z sił życiowych wampirem. Ludzie zdają się być wtedy zwierzętami w ludzkich skórach, czyhającymi na każdy Twój błąd i oznakę słabości. Im częściej tak widzisz świat, tym grubszą skórę sobie wyrabiasz. Niepostrzeżenie dla siebie, zamykasz się stopniowo w wysokiej wieży otoczonej fosą. W samotności szukasz podobnych do siebie ludzi. Im wyższą zajmują wieżę, tym wydają się być silniejszymi i godniejszymi zaufania sprzymierzeńcami przeciwko Złym Siłom wokół. Tak naprawdę jednak są oni jeszcze bardziej samotni i nieszczęśliwi niż Ty. Pocieszasz się, że to mądrość i doświadczenie życiowe – czy jednak jest tak naprawdę?

Święty spokój samotności to często wybór ludzi doświadczonych i mądrych, gdyż trudno odnaleźć im wspólny język z otoczeniem. Wycofanie z życia społecznego to jednak również ochronny manewr, zapobiegający konfrontacji ze zranieniami, bolesnymi emocjami i przeszłością, która chce się uwolnić z więzienia wyparcia za margines świadomości. Nikt nie chce tkwić w więzieniu, a tym bardziej my sami - okruchy naszego "ja" to przecież nikt obcy, ani inny od nas.

Jeszcze jeden sekret energii umysłu

Jeśli chcesz wiedzieć, jaki będzie Twój jutrzejszy dzień, spójrz w lustro dzisiaj. Ta buddyjska mądrość ma wiele płaszczyzn i znaczeń, najprostsze jednak tyczy się naszego stanu emocjonalnego. Emocje, z jakimi spożywamy posiłki wpływają bezpośrednio na nasz stan fizyczny. To, z jakim nastrojem idziemy spać, wpływa na nasze sny i poziom regeneracji. To, o czym śnimy w chwilach kryzysowych – to nasze ukryte pragnienia i lęki. Im bardziej boimy się czegoś i nie chcemy się z tym skonfrontować, tym bardziej zdaje się to nas prześladować.

W ten sposób z małego kamienia rośnie lawina, której najlepszy podręcznik sekretów pozytywnego myślenia nie zatrzyma. Im większy mur afirmacji stawiamy przeciw natrętnym, negatywnym myślom, tym silniejsze uderza weń ujadanie ze strony podświadomości. Wyklęty głos Krytyka Wewnętrznego po krótkim czasie takiej praktyki staje się przepotężnym tyranem, który co gorsza zawsze zdaje się mieć w końcu rację. Podobnie jak uczący tej praktyki Guru, z jakiegoś powodu łatwo wchodzący w rolę tegoż Krytyka.

Dla buddystów gniew i inne, ciężkie emocje to trucizny i splamienia umysłu. Między innymi dlatego Nietsche nazywał buddyzm higieną umysłową. W swoim pierwotnym stanie umysł jest dla nich „spełniającym życzenia klejnotem”. Zarówno te dobre i świadome, jak i te nieświadome – wyparte, niechciane, odrzucone - budzące pierwotny lęk. Tak samo jak i afirmacje, medytacyjna kontemplacja nie jest gwarantem wolności od potworów podświadomości. Mury odosobnień to wybór dobry dla nielicznych – a i to nie na całe życie.

W wewnętrznych naukach tybetańskiego bonpo, rdzennego dla Tybetu i pierwotnego w stosunku do buddyzmu wadżrajany (które Rinpocze Czongtul uznaje za tożsame w esencji nauk z Dao) podkreśla się, że uznawanie "pięciu trucizn umysłu" za negatywne jest błędem3. Szczególnie na ścieżce tantrycznej transformacji dualizmów, nazywanej też "szaloną mądrością".

Ścieżka środka, ścieżki ekstremów

Daoiści upatrywali się przeciwnej, wewnętrznej natury rzeczy widocznych. Jedyne, co uważali za stałe w świecie, to zmiana. W wielkiej sile widzieli ukrytą słabość. Nie walczyli z ekstremum, pozwalali mu samoistnie przemienić się w swoje przeciwieństwo. W ten sposób otwierali coraz szerzej oczy na tajemnicę świata dookoła. Co niektórzy znani byli nie tylko z powściągliwej równowagi, ale też i ze skłonności do ekstremalnego zanurzenia w nurcie życia. Potrafili rozpoznać pozorną dualność ekstremów. Dlatego im się to nie kłóciło.

Przez długie lata żyli w społecznościach, wśród ludzi – wolni od głodu ucieczki przed nimi do pustelni. Jeśli się na to decydowali – to nie w poczuciu odrzucenia i niesprawiedliwości „innych”. Najwyraźniej mieli bardzo dobry sposób na radzenie sobie z emocjami – swoimi i swoich współbraci. Można by powiedzieć, że mieli bardzo dobrze rozwiniętą inteligencję emocjonalną. Bez tej wiedzy i umiejętności, ślepe poddawanie się biegowi "pięciu trucizn" to droga donikąd, która z mądrością nie ma nic wspólnego.

Zaawansowane, daoistyczne metody masażu (Chi Nei Tsang) i formuły pracy z energią wewnętrznąIII (Sześć Uzdrawiających Dźwięków, Uśmiech Wewnętrzny, Fuzje Żywiołów) skoncentrowane są wokół narządów wewnętrznych i ich specyficznych własności psychicznych. Według mędrców Dao każdy narząd skupia w sobie energie, łączące się z określonymi emocjami. Z tymi energiami łączą się określone właściwości psychiczne i cechy charakteru, jak również zmysły, kolory, dźwięki, smaki i pory roku. Te zaś wplecione są w Qigong, czyli alchemiczne praktyki z energią wewnętrzną. Dao to jednak nie technologia, ale przede wszystkim żywa, obecna w codzienności filozofia - czyli umiłowanie wiedzy.

Dzięki współczesnym badaniom biochemicznym i neurologicznym wiemy, że każdy z głównych narządów wewnętrznych ma bardzo rozbudowaną sieć nerwową, reaguje na określone hormony, wydzielane z podwzgórza i metabolizuje je. Sam żołądek ma więcej splotów nerwowych, niż rdzeń kręgowy. Wynika stąd, że mamy nie jeden - ale co najmniej dziesięć różnych, dodatkowych „umysłów brzusznych”, które w dodatku komunikują się biochemicznie.

Grzechy i demony, anioły i chmury

Nic dziwnego, że gdy któryś z „brzusznych umysłów” przestaje sobie radzić z obciążającymi go emocjami, pod presją fal hormonów z  podwzgórza rodzi się nowe, niepokojące zjawisko. Doświadczyć wtedy można w sobie pragnień lub wręcz opowiadających się za nimi głosów: gniewnego, lękliwego, żałośliwego, zmartwionego, zazdrosnego lub wręcz nienawistnego – które wydają się nam być zewnętrzne, obce. Nie identyfikujemy się przecież z nimi. To pewnie cudzy wpływ, może zły urok lub nawet demon?

Nieakceptacja części nas samych dzieli Psyche na anioły i demony. Emocje, które są społecznie akceptowane i pożądane, nazywamy dobrymi emocjami. Te, które są społecznie odrzucane, lub określane jako grzech – nauczyliśmy się nazywać złymi emocjami. O dziwo, nie tylko te złe części odkrajamy od swojego Ego – także te dobre czynimy obcymi sobie. Bronimy się przed odczuwaniem miłości i nienawiści, współczucia i gniewu na wiele sprytnych i przemyślnych sposobów. Najsprytniejszym sposobem jest wynalazek grzechu.

Grzech to abstrakcyjnie zdefiniowane w formie ponumerowanej listy COŚ (ot, dlaczego matematyka jest tak nielubiana), co nauczono nas tępić bezwzględnie. W sobie i w innych. Nagrodą ma być miejsce gdzieś daleko stąd, wysoko w chmurach i bez możliwości seksu. Do grzechu nakłaniać zaś miały demony – szczególnie do seksu. One zaś podobno są zewnętrzną siłą, sterowaną przez przebiegłego i przemyślnego Złego. Jego obraz niepomiernie przypomina niewinnego, greckiego bożka Pana, łączonego przez starożytnych z radością, muzyką, miłością i … seksem.

Stara sztuka pielęgnacji seksualności

Seks to ogromny motor emocji. Silne emocje czynią seks bardzo pożądanym i ułatwiają go. Kłótliwość kochanków jest przysłowiowa. Nie ma jednak chyba nic piękniejszego od oczu zakochanych. Klejnoty całego świata są ledwie dalekim odbiciem blasku płonącego w spalanych miłością duszach. Diamenty są wieczne, jednak ich zimny płomień to tylko wspomnienie po Ogniu, który trawił rozpalone namiętnością serca.

Ogień ten z jakichś przyczyn zwykł zanikać z czasem. W poszukiwaniu odpowiedzi dlaczego tak się dzieje, ludzka wyobraźnia, skłonna do projekcji i atrybucji spłodziła wiele teorii - od modelu Prawdziwej Miłości z dzieckiem, domem i drzewem zasadzonym w ogródku, aż do modelu Wolnej Miłości z tęczą psychodelicznych barw w mózgu i wszystkich czakrach. Na straży jednej barykady stanęły kościoły i klasyczna psychologia, na straży drugiej – artyści i parapsychologia, czyli mówiąc wprost – magowie.

Daoiści mają na ten temat tak prostą teorię, że aż mechaniczną. Według niej im więcej mężczyzna rozproszy energii życiowej przez ejakulacje, a kobieta przez miesiączkowanie i kolejne ciążeIV, tym bardziej pozbywa się pierwotnego, odziedziczonego Ognia życia. Tych, którzy nad wypływem tych fluidów zapanowali, uznają za kandydatów na nieśmiertelnych.

Sztuka kontroli wytrysku i powściągania miesiączki to centrum daoistycznych praktyk, jakie są wreszcie publikowane i nauczane bez ukrywania. Dawniej były to bardzo strzeżone sekrety, zakodowane w ezoterycznych symbolach i starych znakach pisanego, chińskiego języka, których znaczenia najstarsi Chińczycy już nie pamiętają. Zadziwiająco podobne sekrety europejscy ezoterycy dostali w spadku po chaldejskich, egipskich i żydowskich, kabalistycznych mistrzach.

Z racji ciężaru kulturowego, jaki przez wieki ograniczał i wciąż ogranicza stereotypowo myślącą większość ludzkości, mało kto naprawdę docenia wartość tych przekazów. Siła inercji mentalnej mas rodzi szum informacyjny i jałową krytykę, wciąż skutecznie przyćmiewającą zrozumienie i przekaz wartościowych nauk. W ten bałagan zamieszana jest też polityka.

Kontrola i spontaniczność, władza i wolność

Im silniej coś jest kontrolowane, tym bardziej wymyka się kontroli. Zestawienie ścieżki środka i ścieżek ekstremów jest podobne do zestawienia znanego nam obecnie przekazu chińskiego i ledwo tylko odtajnionego zarysu tantrycznych ścieżek ekstatycznych. Jakoś ani jedno ani drugie nie kłócą się ze sobą. Przynajmniej w moim widzimisię.

Śri Rajneesh Bhagavan, zwany krótko przez swoich uczniów Osho (Nauczyciel), który zaczął odkrywać przed Zachodem tantryczne przekazy indyjskie, został w latach 80’tych ciężko zatruty przez CIA. Krótko potem zmarł na raka, otruty między innymi silnie radioaktywnym polonem.

W ten sposób administracja Reagana „rozwiązała” polityczny problem dynamicznie rosnącej komuny białych sannyasinów, którzy wbrew nazwie bynajmniej nie chcieli ani nie musieli się niczego wyrzekać. Kolekcja Rolls-Royce’ów uśmiechniętego, brodatego i siwego Nauczyciela kłuła w oczy wielkich i potężnych tego świata. Stał się nieśmiertelny w świadomości ludzi jako współczesny symbol wolności ducha.

W dobie New Age młode, białe światła, wychowane na cukierkowych podręcznikach dziwią się, co mogą mieć wspólnego nauki duchowe z polityką. Wszystkim im zawsze głośno życzyłem, aby nikt nie zdążył wykorzystać ich naiwności, zanim wykorzystają ją jacyś Men In Black. Osho dowodem, że oświecenie nie jest tarczą ochronną przeciw agendom rządowym.

Kontrola społeczna możliwa jest tylko wobec ludzi, którzy ulegają presji. Ktoś, kto stał się panem siebie i swoich pragnień, nie jest w stanie jej ulec. Jest obdarzoną nadmiarowym ładunkiem cząstką w tłumie neutronów. Ten ładunek energii i informacji zaś jest zaraźliwy. Jest nim każdy, kto przejdzie przez kwantową bramę zrozumienia, że człowiek nie pragnie być panem siebie – lecz panować nad innymi ludźmi tak długo, aż umrze lub zapanuje w końcu nad sobą. Czyli gdy umrze jego małe ego, dając szansę integracji Ego czyli Jaźni.

Feniks z popiołów czyli praca z procesem

Arnold i Amy Mindell zrobili niebezpieczny wyłom w betonie psychologii, skostniałej od obowiązujących wierzeń psychiatrii i psychoanalizy. Odważyli się zrobić bardzo niebezpieczny krok w Nieznane. Poszli za procesem. Przekładając na nasze - poczuli fazę. Uwolnili słonia. Wraz z nimi – odważyli się to zrobić inni.

Uczynili naukę i sztukę z odkrywania ukrytych procesów psychicznych, wypartych i zmarginalizowanych, wtórnych w stosunku do panoszącego się na pierwszym miejscu „JA”, zwanego procesem pierwotnym. Nauczyli się zamykać małemu tyranowi ego rozwrzeszczanego dzioba. Zaczęli słuchać cichych, stłumionych głosików, dobywających się z głębin podświadomości różnymi kanałami. Takim kanałem może być mimowolny ruch, mimika, gest, przejęzyczenie, przesłyszenie, doznanie ciepła lub zimna z wnętrza ciała, nastrój chwili lub miejsca, synchronicznie pojawiająca się informacja w telewizorze lub właśnie zaobserwowane zdarzenie za oknem, na ulicy.

Te stłumione, ukryte głosy dzięki temu stają się z czasem zrozumiałe. Uwolnione spod ciężaru podziałów na demoniczne i anielskie, okazują się być coraz bardziej ludzkie i kompletne, pełne i piękne (jak Człowiek Witruwiański Mistrza Leonarda da Vinci, studiującego dzieła Witruwiusza). Coraz bardziej własne, a nie obce. Coraz bardziej integralne z Jaźnią.

By do tego dojść, wypuścili z ust niebezpiecznie prawdziwe słowa - „nie wiem”. Zamiast „wiedzieć” albo raczej udawać, że wiem – obserwuję i podążam. Zamiast budować kolejne gmachy nowomowy i pomniki ze stali i szkła współczesnej nauki odkryli na nowo wielowiekową mądrość Dao, a konkretniej siłę i esencję niepozornego „wu-wei”, nie-działania, czynienia w bezruchu. Czym ono jest?

Poszukiwania Dao magów XX wieku

Gieorgij GurdżijewI podobnie jak Carlos Castaneda (vel don Juan Matus) zwykli kpić, że współczesny człowiek robi bardzo wiele i coraz więcej, ale nie czyni niczego tak naprawdę. Wszystkie te działania są pozorne, nic nie znaczą, przeczą sobie, niczego nie zmieniają ani w ludzkim życiu, ani w biegu Uniwersum. Są tylko automatycznymi odruchami ludzkiego niewolnika, całkowicie zdeterminowanego i przewidywalnego robota (patrz książka „Robot” Snerga), uwikłanego obywatela totalnego państwa z „1984” Orwell’a. Ludzie powielają te same wzorce jak rytuały, doskonale powtarzalne algorytmy programów komputerowych, szczególnie w bliskich relacjach.

Obaj podkreślali wagę osiągnięcia ciszy wewnętrznej i jej rolę w dotarciu do pierwotnej, osobistej mocy. Dla Castanedy była to nieskazitelność, cnota prawdziwego wojownika, źródło i znamię jego magicznej siły. Znów wraca jak bumerang temat małych, dyskursywnych demonów umysłu i faktycznej przyczyny ich gadaniny w głowie. Niezintegrowanej z resztą Jaźni sfery seksu.

Dla Aleisteira Crowleya, Choronzon to demon dyskursywnego intelektu, strażnik Otchłani, nad którą trzeba przejść do sfery wtajemniczenia inicjatów magii, spadkobierców faraonów – ukrytej sefiry Daat. Crowleyański nurt 93 legitymuje się przede wszystkim otwartym podejściem do seksualności – co na naszym gruncie działa jak antidotum na typowo polską dulszczyznę. Wujek Alick twierdził, że jest reinkarnacją daoistycznego mędrca i spisał jedno z tłumaczeń Dao de jing, o podobnej wymowie jak jego Liber Al vel Legis.

Choć sam nie poważał zbytnio sztuki kontroli wypływu energii seksualnej, ochoczo korzystał w swoich rytuałach z energii wypływającej z innych ludzi. Nie przeszkadzało mu to opowiadać barwnie historii, w której wyzwolił9 jedną z angielskich dam od wampirycznego wpływu starzejącego się już medium, żywiącego się energią młodszej gospodyni. W końcu to on był ten Dobry adept wysokiej magiji, a ona była tą Złą, napaloną na jego magijną moc, seksualną wampirzycą. Kali kraść krowę - dobre, Kalemu ukraść - złe.

Dla GurdżijewaII magnetyczna moc, którą wytwarzał prawdziwie przebudzony, a nie śpiący na jawie człowiek była tak potężna, że przyciągała innych ludzi do lokalnej społeczności poszukujących prawdziwej wolności. Człowiek-Źródło jednak musiał według niego wykonać pracę nad kontrolą i transformacją energii seksualnej. Gurdżijew nie znosił Crowleya i gardził nim za jego seksualne zwyczaje, nie odmówił mu jednak pomocy, gdy ten schronił się w jego ośrodku.

Żaden z tych panów nie osiągnął fizycznej nieśmiertelności, choć każdy zarobił na sławę i legendę, która przeżyła ich i zapewne trwać będzie dalej. Każdy z nich pracował zarówno nad uwolnieniem od rytualnych automatyzmów zachowań, stereotypów seksualności, jak i osiągnięciem doskonałej równowagi ciała-umysłu.

Równowaga to nie znaczy wszystkiego po równo

Jedno z najczęściej studiowanych i nierozumianych klasycznych dzieł daoizmu to „Sekret Południowego Kwiatu”. Wczesne i bardzo popularne tłumaczenie Richarda Wilhelma, opatrzone wstępem samego Carla G. Junga, nie odsłoniło niestety nic istotnego, poza poetycką warstwą mistycznego przekazu.

Dopiero Eva Wong, w swoim „Cultivating the Energy of Life” zebrała wystarczająco klarowne, historyczne tło jak i tłumaczenie komentarzy do praktyki, by księga ta zaczęła znowu być żywym słowem.

Prócz rozlicznych, cennych uwag do jednej z najważniejszych praktyk daoistycznej alchemii, cyrkulacji po tzw. Orbicie mikrokosmicznej, jest tam bezcenna informacja o poglądzie daoistów na praktykę medytacji i osiągania ciszy wewnętrznej. Pogląd ten dzieli buddystów, szczególnie Zen (dawniej Ch’an) i daoistów, jeszcze głębiej niż ich odmienne poglądy na seksualność.

Według Mistrza Liu-Hua Yang dojście do absolutnej pustki, doskonałej ciszy w umyśle to ślepy zaułek2, w który wpada się przeoczywszy po drodze bardzo ważne zjawisko w ciele. Nazwalibyśmy to ucieczką w stronę sztywnej homeostazy umysłu. Otóż siedząc w medytacji i ciszy dochodzi się do punktu, który on nazywa „poruszeniem energii w nerkach”. Uchwyciwszy to poruszenie, a raczej poddając mu się i pozwalając mu krążyć po kanałach energetycznych, daoiści osiągają swoje alchemiczne cele pozostając w „wu-wei”, czynieniu w nie-działaniu. Esencją praktyki jest dla Liu-Hua Yanga umiejętność przechodzenia między poruszeniem (Chi) a bezruchem (Ch'an).

To właśnie dotarciu do tej energii służy wyciszenie – a nie osiągnięciu betonowo równej tafli ciszy i pustki w umyśle. Jaką siłę stanowi to poruszenie, świadczyć mogą doły po uderzeniach pięści i nóg w podłodze i ścianach klasztoru Shaolin, gdzie daoistyczne praktyki kultywowane są po dziś dzień.

Integracja archetypu Wojownika to jednak zupełnie inna opowieść.

Przypisy i literatura:

  1. Eric Steven Yudelove "Taoist Yoga and Sexual Energy" - Llewellyn Publications, St. Paul MN, USA 2000
  2. Liu Hua Yang, Eva Wong (tłumacz), "Cultivating the Energy of Life, a translation of the Hui-Ming Ching" - Shambhala Boston & London, Boston Massachusets, USA 1998 ("Discourse on Stillness (Ch'an) and Movement (Chi)", str. 91-102)
  3. Rinpocze Tenzin Wangyal, "Cuda naturalnego umysłu" - Verbum, Katowice 1994, (rozdz. 12 "Tsal: energia; Zerbu", str. 134-136)
  4. Mantak i Maneewan Chia, "Miłosny potencjał kobiety" - Santorski & Co., Warszawa 1998
  5. Mantak Chia, Michael Winn, "Miłosny potencjał mężczyzny" - Santorski & Co., Warszawa 1998
  6. Mantak and Maneewan Chia, "Fusion of the Five Elements I" - Healing Tao Books, Huntington NY, USA 1989
  7. Mantak and Maneewan Chia, "Chi Nei Tsang, Internal Organs Chi Massage" - Healing Tao Books, Huntington NY, USA 1990
  8. Mantak Chia, "Chi Nei Tsang II, Internal Organs Chi Massage, Chasing the Winds" - Universal Tao Publications, Chiang Mai, Thailand 2000
  9. Marcelo Ramos Motta (Frater Parcival XI°) "Astral Attack & Defence", Holy Order of Ra-Hoor-Khuit International, Tampa FL, USA 2007 (rozdz. 4 "Vampirism", str. 52-72)