Gdy zbliża się lato czy zimowy sezon urlopowy, często słychać deklaracje:
"Na wakacjach to sobie odpocznę, nie robiąc absolutnie nic".
I co? Zazwyczaj rzeczywiście nic... nie wychodzi z tych obietnic.
Pomijam bieganinę przedurlopową - to powszechny rytuał; chodzi mi
o to, co robimy, gdy dotrzemy na miejsce wakacyjnego wypoczynku.
Ile osób potrafi zrezygnować z jakiejkolwiek aktywności - poza podstawową,
niezbędną do życia - i całkiem oddać się relaksowi? Ledwo rozpakujemy
walizki i plecaki, ruszamy w teren, aby rozejrzeć się za miejscowymi...
atrakcjami. Jak długo można leżeć na plaży? Ile razy dziennie przespacerować
po deptaku? Co robić, gdy pada? No właśnie - natychmiast to samo
pytanie: "Co robić?". Wojciech Młynarski swego czasu zadał
je jeszcze dosadniej: "W co się bawić?"
Czy my jeszcze w ogóle potrafimy... nic nie robić? Położyć się
na łące, usiąść na ławce w parku, stanąć na otwartym polu i... nic,
zupełnie nic nie robić. Coraz częściej słyszę, że tak się nie da.
Jest to szczególnie zastanawiające, gdy wyznają to ludzie młodzi
- pozornie jeszcze nieskażeni pracoholizmem... Jest to zastanawiające,
albowiem - w odpowiedzi na współcześnie rosnące zapotrzebowanie
- wykształcił się cały ruch upowszechniający techniki relaksacyjne.
I co? I znów nic... Poświęcamy im - owym technikom - niewiele czasu,
bo... nie ma na nie czasu. Tak przynajmniej to sobie tłumaczymy.
Inną znaną wymówką jest... nuda. Ile jest w tym prawdy o motywach
pchających nas w aktywność, pośpiech, zmysłowość?
Jiddu Krishnamurti mówił, że głównym powodem frustracji wśród bezrobotnych
tak naprawdę nie jest brak możliwości zarabiania na utrzymanie siebie
i rodziny - podświadomie przede wszystkim boimy się... bezczynności.
Dlaczego? Cóż takiego "groźnego" jest w zatrzymaniu się?
Czy mamy świadomość, co się dzieje z umysłem podczas relaksu? Ile
osób podczas seansu "nudy" doświadcza głębokiego kontaktu
z własnymi myślami i emocjami? Kto potrafi wytrzymać napór demonów,
które czyhają w nas właśnie na takie chwile ciszy, aby pokazać swoje
rogi? To jeden z często doświadczanych skutków wejścia w relaks.
Czy jesteśmy w stanie pozwolić sobie na przejrzenie się we własnym
wewnętrznym lustrze? - wygładzonym przez brak "wiatru w żaglach"
i dlatego wyraźnie i ostro odbijającym obraz naszej duszy...
Dużo tych pytań - wakacje to dobry moment na zamyślenie się nad
nimi...
Artur Lasoń