Artykuł znajduje się też na UniGarden, stronach domowych autorki
“Róża jest różą, róża jest różą, róża jest różą...”
- pisała przyjaciółka Picassa, awangardowa poetka Gertruda Stein.
Od niepamiętnych czasów róża jest symbolem dwóch przeciwstawnych,
komplementarnych sił - Erosa, boga miłości i Tanathosa, boga śmierci.
Pierwsi eksperymentowali z nią Persowie i Chińczycy - i stamtąd
pochodzi większość popularnych u nas odmian. Pierwotnie jej dzikie
odmiany rosły na terenie Europy, Syberii, Ameryki Północnej i Środkowej.
Dlatego u Majów, wśród szlachty, popularny był taki kanon urody:
zbieżny zez, spowodowany wieszaniem specjalnych wahadełek nad głową
w dzieciństwie, spłaszczona i wydłużona głowa, uformowana za pomocą
metalowej czapki, która nadawała miękkiej czaszce niemowlęcia pożądany
kształt, oraz... róża, trzymana w ręku na znak, że nie trzeba troszczyć
się o swoje utrzymanie. Dziwaczne? Nie bardziej, niż współczesne
silikonowe mięśnie i biusty, XVIII-wieczne europejskie peruki, czy
chińskie upodobanie do maleńkich stóp. To kwestia smaku - i kanonu
urody, który aktualnie obowiązuje. Jak to się ma do zdrowia, to
zupełnie inna historia.
W świecie cywilizacji zachodniej róża pełni taką funkcję, jak na Wschodzie
- lotos. Jest wszechobecna i niezastąpiona. W Grecji róża należy do Afrodyty,
a także jej ukochanego śmiertelnika, Adonisa. Zginął on od kłów dzika-zazdrośnika,
pod którego postacią krył się nie wiadomo kto - zdradzony mąż, Hefajstos, czy
obrażony kochanek, Ares. Z jego krwi miały zrodzić się róże, fiołki i anemony.
Wszystkie one symbolizują miłość - i śmierć. Być może dlatego drugim użytkownikiem
róż i fiołków w starożytności był Dionizos, który bynajmniej
nie wyczerpywał swoich możliwości na tańcach, hulankach i swawolach, jakby go
chcieli widzieć niektórzy apollińsko zorientowani interpretatorzy. Niewykluczone
jednak, że fama o zapobiegających kacowi właściwościach róży wzięła się z wtórnego
skojarzenia z lukullusowymi ucztami, gdzie nikt sobie nie żałował ani jadła,
ani wina, ani piórka... Żadna uczta nie mogła się odbyć bez różanych płatków.
Istniała gałąź handlu, trudniąca się dostarczaniem płatków róży dla pławiących
się w zbytku patrycjuszy. Kleopatra uwiodła Marka Antoniusza
klęcząc w różach na kapiącej od przepychu, obitej złotą blachą galerze.
U pierwszych chrześcijan róża zaistniała jako symbol męczeństa
i krwi Chrystusa, będąc jednocześnie sygnifikatorem jego zmartwychwstania. Wzięło
się to z legendy o koronie cierniowej. Ów ciernisty wieniec miał być spleciony
ze zdrewniałych, kolczastych łodyg starej róży. Róża jest też bardzo silnie
związana z kultem maryjnym. Nazwa różańca pochodzi stąd, że na początku jego
kulki z ususzonych, zwiniętych w kulki płatków róży. Modląc się, użytkownik
różańca odmawia 5 razy “Zdrowaś Mario”, raz “Ojcze nasz” i raz “Chwała Ojcu”
- i powtarza to dziesięć razy, by dopełnić medytacji. Opiekun zakonu templariuszy,
św. Bernard z Clairvaux, nazywa Marię Różą Mistyczną. A z drugiej
strony - niemal wszędzie, gdzie w średniowiecznej poezji świeckiej widnieje
słowo “rose”, możemy bez pudła wstawić jego anagram - “eros”.
Tym sposobem poeci, opisując miłosne uniesienia, wymigiwali się od kary za opiewanie
cudzołóstwa... Nie tak łatwo, nawet przy pomocy Najświętszej Panienki, zapomnieć
o miłości ziemskiej.
Truwerzy nierzadko opisują ją wprost, tak jak minnesänger Walter von der Vogelweide:
“Gdym porą nocną
W to ustronie
Przyszła, mój miły już tam był
Tulił mnie mocno
Na swym łonie
Dotąd mam słodycz w głębi żył
I poszedł łoże
Popod lasem
Z przeróżnych kwiatów usłać nam
Śmiałby się może
Ktoby czasem
Przechodził i przystanął tam
Zaraz by po różach zgadł
Tandaradei!
Mej leżącej głowy ślad.
Czy całował? Rozdział z chust?
Tandaradei!
Patrz na czerwień moich ust!”
Tą piosenkę śpiewano jak długie i szerokie Cesarstwo Niemieckie. Nie od rzeczy
też pojawia się skojarzenie z filmem “American Beauty”, gdzie
płatki róż pojawiają się raz po raz, a szczególnie fascynująco, gdy główny bohater
oddając się praktykom autoerotycznym wyobraża sobie obiekt swoich westchnień,
drobną blondynkę leżącą na posłaniu z czerwonych róż... Niektóre fantazje są
ponadczasowe.
We wszystkich katedrach, budowanach przez templariuszy i ich uczniów, widzimy
stale powracający motyw: rozetę. Jest to duże okno w kształcie
koła w układzie koncentrycznym. Oko katedry. Rozeta to po łacinie rosa, nasza
Mistyczna Róża. Wzorem dla rozety jest wielopłatkowa róża damasceńska, która
została sprowadzona do Europy w czasach wypraw krzyżowych. Ciekawe, że i we
współczesnych czasach uważa się tą odmianę róży za afrodyzjak. Diana Warburton
w “Małym słowniku afrodyzjaków” pisze: “Z płatkow róży i werbeny
(...) można sporządzić potpourii, a następnie zamoczyć w gorącej kapieli. aby
pobudzić pożądanie w osobie kochanej, dodaj tak uzyskany pot z ciała do ciasta
lub wina i podaj jej”. Zapachniało zaiste średniowieczem.
Istnieje interesująca hipoteza, wedle której katedry gotyckie, które z racji
ich spiczastego kształtu zwykło się do tej pory traktować jako przejaw fallocentryzmu
średniowiecza, są w istocie europejskim Yin-Yang, gdzie owa
spiczastość rzeczywiście jest symbolem energii męskiej - ale i rozety, i wejścia
do katedr swoim kształtem odwołują się do yoni, do żeńskich genitaliów. Jeśli
z tej perspektywy przyjrzeć się tym świątyniom, to dochodzi się do wniosku,
że wrota kościoła, za którymi znajduje się wąskie przejście prowadzące do wnętrza,
istotnie odwołują się do żeńskiej anatomii, gdzie wrota są wargami sromowymi,
przedsionek pochwą, a nawa macicą, łonem Boginii, na które wierni cyklicznie
powracają. Pikanterii całej sprawie dodaje to, że zwieńczeniem łuków nad wejściem
jest ... różyczka, która odpowiada anatomicznemu położeniu łechtaczki u kobiety.
Warto o tym pomyśleć, podziwiając piękno jednej ze świątyń Notre Dame,
Naszej Pani...
Także renesansowi alchemicy stosowali motyw róży, siedmiopłatkowej, która
czasem oznaczała siedem metali, a więc i planet z nimi związanych, a czasem
kolejne fazy operacji alchemicznych. Bractwo Róży i Krzyża, powołujące się na
spuściznę po temlariuszach, korzystało obficie także ze znaków alchemicznych.
Pojawia się w XVII wieku odtajnione przez kogoś, kto podpisuje się Christian
Rosenkreutz. Po różokrzyżowcach pałeczkę mistycznych tajemnic przejmują
masoni. Zdobią swoje loże rożami, by przypominać, że wszystko co dzieje się
sub rosa, jest okryte tajemnicą. Zabawne, że masoni i Kościół, antagoniści przecież,
korzystają z tej samej symboliki: stare konfesjonały często pokrywają płaskorzeźby
przedstawiające róże.
Z czasów współczesnach dwie historie są szczególnie interesujące dla wciąż
powracającego dualizmu róży. Pierwsza z nich dotyczy okoliczności powstania
słynnej powieści Wirgini Woolf “Orlando”, w której tytułowa
postać, żyjąca od czasów Elżbiety I, nie starzeje się i nie umiera, podróżując
przez epoki i zmieniając po drodze płeć. Impulsem dla Wirginii Woolf był romans
z żoną pewnego dyplomaty, także powieściopisarką, Vity Sackville-West. Poza
pisarstwem i flirtowaniem Vity wprowadziła do Anglii nowy rodzaj ogrodu, zwanym
od jej zamku, stylem Sisinghurst. Zrezygnowała z modnych dotychczas róż herbacianych,
zastępując je odmianami antycznymi, a pnące róże sadziła u podnóży jabłoni tak,
by jabłoń i róża stanowiły miłą dla oka całość. Druga historia nie jest niestety
tak radosna i przenosi nas na Syberię, do sowieckich łagrów. Tam, w warunkach
jak w Auschwitz-Birkenau, powstało dzieło jednego z największych współczesnych
mistyków - Daniiła Andriejewa. Jest on postacią na miarę Swedenborga. Nazwał
on swoją książkę “Rosa Mira”, czyli “Róża Świata”.
Róża jest też jednym z najbezpieczniejszych środków leczniczych.
Surowcami leczniczymi są kwiaty, liście i owoce. Zawiera liczne witaminy (B1,
B2, B6, C, E, F, K, karetonoidy), lecytynę, wanilinę, olejek eteryczny, kwasy
organiczne, flawonoidy, glikozydy i garbniki. Witaminy zachowują się w o wiele
większym stopniu w przetworach typu marmolad, niż w suszu. Szczególnie dotyczy
to witaminy C (aż 1700 mg w 100 g świeżej masy!), której w suszonych owocach
praktycznie nie ma. W sklepach zielarskich lepiej kupować płynne ekstrakty,
niż o wiele uboższy susz. Róża ma właściwości ściągające, wybielające, uodparniające,
mineralizujące, ożywiające i odświeżające. Dlatego płatki warto dodawać do kapieli,
maseczek i ... picia. Nie ma nic lepszego jak woda różana, do której potrzeba
garść świeżych płatków róży (które trzeba zerwać z miejsca położonego z dala
od spalin!), woda i przezroczysty dzbanek, który po napełnieniu płatkami i wodą
trzeba postawić co najmniej godzinę na słońcu. Jest to orzeźwiający napój odpowiedni
zarówno dla tych, którzy przez cały dzień biegali w pracy, jak i dla tych, którzy
korzystają z zasłużonego odpoczynku: bez względu na okoliczności - róża
jest różą.