Teksty
Książki
Słownik
Muzyka
Grafika
Strony
Treningi
Konsultacje
Ogłoszenia
Partnerzy
Zapisz mnie na darmowy biuletyn
E-mail:

Imię:

Nazwisko:

Zgadzam się z Polityką
Prywatności Xorceria.pl
Xorceria Teksty Józefina Jagodzińska Opowieść o róży - Józefina Jagodzińska
Xorceria

Holizm w Sztuce, Terapii i Życiu

Opowieść o róży

Artykuł znajduje się też na UniGarden, stronach domowych autorki

Róża jest różą, róża jest różą, róża jest różą...” - pisała przyjaciółka Picassa, awangardowa poetka Gertruda Stein. Od niepamiętnych czasów róża jest symbolem dwóch przeciwstawnych, komplementarnych sił - Erosa, boga miłości i Tanathosa, boga śmierci. Pierwsi eksperymentowali z nią Persowie i Chińczycy - i stamtąd pochodzi większość popularnych u nas odmian. Pierwotnie jej dzikie odmiany rosły na terenie Europy, Syberii, Ameryki Północnej i Środkowej. Dlatego u Majów, wśród szlachty, popularny był taki kanon urody: zbieżny zez, spowodowany wieszaniem specjalnych wahadełek nad głową w dzieciństwie, spłaszczona i wydłużona głowa, uformowana za pomocą metalowej czapki, która nadawała miękkiej czaszce niemowlęcia pożądany kształt, oraz... róża, trzymana w ręku na znak, że nie trzeba troszczyć się o swoje utrzymanie. Dziwaczne? Nie bardziej, niż współczesne silikonowe mięśnie i biusty, XVIII-wieczne europejskie peruki, czy chińskie upodobanie do maleńkich stóp. To kwestia smaku - i kanonu urody, który aktualnie obowiązuje. Jak to się ma do zdrowia, to zupełnie inna historia.

W świecie cywilizacji zachodniej róża pełni taką funkcję, jak na Wschodzie - lotos. Jest wszechobecna i niezastąpiona. W Grecji róża należy do Afrodyty, a także jej ukochanego śmiertelnika, Adonisa. Zginął on od kłów dzika-zazdrośnika, pod którego postacią krył się nie wiadomo kto - zdradzony mąż, Hefajstos, czy obrażony kochanek, Ares. Z jego krwi miały zrodzić się róże, fiołki i anemony. Wszystkie one symbolizują miłość - i śmierć. Być może dlatego drugim użytkownikiem róż i fiołków w starożytności był Dionizos, który bynajmniej nie wyczerpywał swoich możliwości na tańcach, hulankach i swawolach, jakby go chcieli widzieć niektórzy apollińsko zorientowani interpretatorzy. Niewykluczone jednak, że fama o zapobiegających kacowi właściwościach róży wzięła się z wtórnego skojarzenia z lukullusowymi ucztami, gdzie nikt sobie nie żałował ani jadła, ani wina, ani piórka... Żadna uczta nie mogła się odbyć bez różanych płatków. Istniała gałąź handlu, trudniąca się dostarczaniem płatków róży dla pławiących się w zbytku patrycjuszy. Kleopatra uwiodła Marka Antoniusza klęcząc w różach na kapiącej od przepychu, obitej złotą blachą galerze.

U pierwszych chrześcijan róża zaistniała jako symbol męczeństa i krwi Chrystusa, będąc jednocześnie sygnifikatorem jego zmartwychwstania. Wzięło się to z legendy o koronie cierniowej. Ów ciernisty wieniec miał być spleciony ze zdrewniałych, kolczastych łodyg starej róży. Róża jest też bardzo silnie związana z kultem maryjnym. Nazwa różańca pochodzi stąd, że na początku jego kulki z ususzonych, zwiniętych w kulki płatków róży. Modląc się, użytkownik różańca odmawia 5 razy “Zdrowaś Mario”, raz “Ojcze nasz” i raz “Chwała Ojcu” - i powtarza to dziesięć razy, by dopełnić medytacji. Opiekun zakonu templariuszy, św. Bernard z Clairvaux, nazywa Marię Różą Mistyczną. A z drugiej strony - niemal wszędzie, gdzie w średniowiecznej poezji świeckiej widnieje słowo “rose”, możemy bez pudła wstawić jego anagram - “eros”. Tym sposobem poeci, opisując miłosne uniesienia, wymigiwali się od kary za opiewanie cudzołóstwa... Nie tak łatwo, nawet przy pomocy Najświętszej Panienki, zapomnieć o miłości ziemskiej.

Truwerzy nierzadko opisują ją wprost, tak jak minnesänger Walter von der Vogelweide:

“Gdym porą nocną
W to ustronie
Przyszła, mój miły już tam był
Tulił mnie mocno
Na swym łonie
Dotąd mam słodycz w głębi żył
I poszedł łoże
Popod lasem
Z przeróżnych kwiatów usłać nam
Śmiałby się może
Ktoby czasem
Przechodził i przystanął tam
Zaraz by po różach zgadł
Tandaradei!
Mej leżącej głowy ślad.
Czy całował? Rozdział z chust?
Tandaradei!
Patrz na czerwień moich ust!”

Tą piosenkę śpiewano jak długie i szerokie Cesarstwo Niemieckie. Nie od rzeczy też pojawia się skojarzenie z filmem “American Beauty”, gdzie płatki róż pojawiają się raz po raz, a szczególnie fascynująco, gdy główny bohater oddając się praktykom autoerotycznym wyobraża sobie obiekt swoich westchnień, drobną blondynkę leżącą na posłaniu z czerwonych róż... Niektóre fantazje są ponadczasowe.

We wszystkich katedrach, budowanach przez templariuszy i ich uczniów, widzimy stale powracający motyw: rozetę. Jest to duże okno w kształcie koła w układzie koncentrycznym. Oko katedry. Rozeta to po łacinie rosa, nasza Mistyczna Róża. Wzorem dla rozety jest wielopłatkowa róża damasceńska, która została sprowadzona do Europy w czasach wypraw krzyżowych. Ciekawe, że i we współczesnych czasach uważa się tą odmianę róży za afrodyzjak. Diana Warburton w “Małym słowniku afrodyzjaków” pisze: “Z płatkow róży i werbeny (...) można sporządzić potpourii, a następnie zamoczyć w gorącej kapieli. aby pobudzić pożądanie w osobie kochanej, dodaj tak uzyskany pot z ciała do ciasta lub wina i podaj jej”. Zapachniało zaiste średniowieczem.

Istnieje interesująca hipoteza, wedle której katedry gotyckie, które z racji ich spiczastego kształtu zwykło się do tej pory traktować jako przejaw fallocentryzmu średniowiecza, są w istocie europejskim Yin-Yang, gdzie owa spiczastość rzeczywiście jest symbolem energii męskiej - ale i rozety, i wejścia do katedr swoim kształtem odwołują się do yoni, do żeńskich genitaliów. Jeśli z tej perspektywy przyjrzeć się tym świątyniom, to dochodzi się do wniosku, że wrota kościoła, za którymi znajduje się wąskie przejście prowadzące do wnętrza, istotnie odwołują się do żeńskiej anatomii, gdzie wrota są wargami sromowymi, przedsionek pochwą, a nawa macicą, łonem Boginii, na które wierni cyklicznie powracają. Pikanterii całej sprawie dodaje to, że zwieńczeniem łuków nad wejściem jest ... różyczka, która odpowiada anatomicznemu położeniu łechtaczki u kobiety. Warto o tym pomyśleć, podziwiając piękno jednej ze świątyń Notre Dame, Naszej Pani...

Także renesansowi alchemicy stosowali motyw róży, siedmiopłatkowej, która czasem oznaczała siedem metali, a więc i planet z nimi związanych, a czasem kolejne fazy operacji alchemicznych. Bractwo Róży i Krzyża, powołujące się na spuściznę po temlariuszach, korzystało obficie także ze znaków alchemicznych. Pojawia się w XVII wieku odtajnione przez kogoś, kto podpisuje się Christian Rosenkreutz. Po różokrzyżowcach pałeczkę mistycznych tajemnic przejmują masoni. Zdobią swoje loże rożami, by przypominać, że wszystko co dzieje się sub rosa, jest okryte tajemnicą. Zabawne, że masoni i Kościół, antagoniści przecież, korzystają z tej samej symboliki: stare konfesjonały często pokrywają płaskorzeźby przedstawiające róże.

Z czasów współczesnach dwie historie są szczególnie interesujące dla wciąż powracającego dualizmu róży. Pierwsza z nich dotyczy okoliczności powstania słynnej powieści Wirgini Woolf “Orlando”, w której tytułowa postać, żyjąca od czasów Elżbiety I, nie starzeje się i nie umiera, podróżując przez epoki i zmieniając po drodze płeć. Impulsem dla Wirginii Woolf był romans z żoną pewnego dyplomaty, także powieściopisarką, Vity Sackville-West. Poza pisarstwem i flirtowaniem Vity wprowadziła do Anglii nowy rodzaj ogrodu, zwanym od jej zamku, stylem Sisinghurst. Zrezygnowała z modnych dotychczas róż herbacianych, zastępując je odmianami antycznymi, a pnące róże sadziła u podnóży jabłoni tak, by jabłoń i róża stanowiły miłą dla oka całość. Druga historia nie jest niestety tak radosna i przenosi nas na Syberię, do sowieckich łagrów. Tam, w warunkach jak w Auschwitz-Birkenau, powstało dzieło jednego z największych współczesnych mistyków - Daniiła Andriejewa. Jest on postacią na miarę Swedenborga. Nazwał on swoją książkę “Rosa Mira”, czyli “Róża Świata”.

Róża jest też jednym z najbezpieczniejszych środków leczniczych. Surowcami leczniczymi są kwiaty, liście i owoce. Zawiera liczne witaminy (B1, B2, B6, C, E, F, K, karetonoidy), lecytynę, wanilinę, olejek eteryczny, kwasy organiczne, flawonoidy, glikozydy i garbniki. Witaminy zachowują się w o wiele większym stopniu w przetworach typu marmolad, niż w suszu. Szczególnie dotyczy to witaminy C (aż 1700 mg w 100 g świeżej masy!), której w suszonych owocach praktycznie nie ma. W sklepach zielarskich lepiej kupować płynne ekstrakty, niż o wiele uboższy susz. Róża ma właściwości ściągające, wybielające, uodparniające, mineralizujące, ożywiające i odświeżające. Dlatego płatki warto dodawać do kapieli, maseczek i ... picia. Nie ma nic lepszego jak woda różana, do której potrzeba garść świeżych płatków róży (które trzeba zerwać z miejsca położonego z dala od spalin!), woda i przezroczysty dzbanek, który po napełnieniu płatkami i wodą trzeba postawić co najmniej godzinę na słońcu. Jest to orzeźwiający napój odpowiedni zarówno dla tych, którzy przez cały dzień biegali w pracy, jak i dla tych, którzy korzystają z zasłużonego odpoczynku: bez względu na okoliczności - róża jest różą.

Józefina Jagodzińska
Skomentuj na Forum Xorcerii w dziale: Naturoterapia

Xorceria Teksty Józefina Jagodzińska Opowieść o róży - Józefina Jagodzińska
do góry strony Polityka prywatności, Prawa autoskie, Kontakt, Xorceria (C) 2000-2008 Roman Fierfas,
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie części lub całości publikacji bez wiedzy i zgody autorów zabronione.
kontakt