Czy medytacja może przynieść profity materialne?
Przyzwyczajeni jesteśmy przez kulturę Zachodu do stereotypu ubogich
świętych. Ideały ubóstwa, samoumartwianie i śluby wyrzeczenia dóbr
materialnych w imię zarobków na płaszczyźnie duchowej, to dla wielu
ludzi atrakcyjne i uświęcone długą tradycją sposoby pozyskania miłości
bliźniego.
Cierpiętnictwo, rodem z ikon chrześcijańskich świętych, staje się
jednym z pierwszych, mniej lub bardziej świadomie realizowanych
pomysłów na rozwój wewnętrzny, dla każdego typowego reprezentanta
kultury Zachodu, który podejmuje się wejścia na tą ścieżkę. Na Wschodzie
jest niewiele lepiej, tam rolę świętych cierpiętników grają
wyżyłowane, żywe szkielety fakirów i joginów. Jedni i drudzy zdają
się dzielić te same problemy, których jakoś nie rozwiązały ich osiągnięcia
duchowe. Warto, a nawet opłaca się zastanowić, jaka jest natura
tych problemów, by nie popełniać tych samych błędów i nie powtarzać
tych samych, od wieków niezmiennych schematów działania.
W samoumartwianiu, składaniu kolejnych wyrzeczeń i akceptacji ubóstwa,
motywujący zawsze jest Mit Wielkiej Nagrody. Na
Zachodzie jest to Niebo, wyniesienie człowieka z upadku, odpuszczenie
grzechów swoich i nie swoich, zarówno aktualnych jak i tych sprzed
tysięcy lat, warunkowa miłość i uznanie zasług przez Wielkiego i
Wszechmogącego Boga. Na Wschodzie jest to oświecenie, mityczny stan
umysłu, którego wielu mistrzów ducha nie tylko nie jest w stanie
określić, ale wręcz neguje wszelkie jego próby zdefiniowania, jest
to mityczna inicjacja oświecenia, dana przez Guru, jako wyraz jego
kosmicznej miłości, wreszcie jest to uznanie i potwierdzenie przez
Mistrza głębokości oraz jakości rozszerzających świadomość doświadczeń
medytacyjnych, jako "piątka" dana przez kosmiczny intelekt
za dobrą, długą naukę i oddanie praktyce.
Na Wschodzie dodaje się oświeceniu sex-appealu przez spowijanie
go gęstymi, czarownymi welonami mistyki i symboliki. Najatrakcyjniejszą
jest forma minimalistyczna, rodem z dzieł wschodnich mistrzów kaligrafii
- symbol mający wyrażać to, co nie zostało opowiedziane i czego
nikt nie waży się mówić wprost, łamigłówka oddzielająca gorliwych
czcicieli tajemnic, godnych wtajemniczenia od niebezpiecznych, półinteligentnych
profanów.
Na Zachodzie sex-appeal zdaje się leżeć nie w treści, lecz w opakowaniu
- świętych obrazach i rzeźbach kuszących niedopowiedzianą półnagością,
częściowo spowitym, klasycznym pięknie udręczonych ciał, które mają
przedstawiać godnych adoracji świętych, upragnione i pożądane ideały
człowieczeństwa. Sex-appeal mieści się też w złotych ramach i zdobieniach
ołtarzy, bogatym wyposażeniu świątyń, które pozostaje nietykalnym
tabu dla grona wyznawców.
Jedna i druga forma reklamy duchowego towaru mówi bardzo wiele
o korzeniach problemów aspirantów do roli duchowych supermenów.
Materia potrafi bardzo dokładnie rozliczyć z wszelkich niedociągnięć
pracy wewnętrznej, jest bardzo cierpliwym i oddanym nauczycielem
dla każdego lotnego ducha. Można by rzec - jest nauczycielem "dobroczynnym",
podczas gdy "miłosiernym" jest nauczyciel medytacji, dający
duchowe wytchnienie - czy jak kto woli do tego podchodzić, odlot.
Także z tego powodu pierwszym schematem, w jaki najczęściej się
popada na drodze rozwoju wewnętrznego, jest pogarda dla materii,
dóbr, pieniądza oraz duma z ugody na cierpienie, karę w oczekiwaniu
nagrody. Nierzadko ubóstwo i cierpiętnictwo jest modelowe, uświęcone
i zracjonalizowane ideologicznie w ramach zaakceptowanego, wyznawanego
systemu wierzeń. W niczym to jednak nie zmienia faktu, że są to
tylko racjonalizacje i formy osłaniania bolących punktów ego.
Są jednak pozytywne przykłady. Niektóre zachodnie towarzystwa ubezpieczeniowe
przez długi czas dawały zniżki medytującym według metody Maharishiego
Mahesh Yogi, twórcy szkoły Transcendentalnej Medytacji - TM. Działo
się tak dlatego, że Instytut Maharishiego przeprowadził bardzo ciekawy
eksperyment. Dowodził on, że grupa o wielkości kilku procent lokalnej
populacji danego miasta, medytujących regularnie, w tym samym czasie
i według określonej metody, wpłynęła pozytywnie na całe miasto -
gdyż w czasie trwania eksperymentu w badanych miastach nastąpiła
redukcja notowanej przestępczości.
Tych samych medytujących przebadano medycznie i okazało się, że
doświadczyli oni biologicznego odmłodzenia, jak również ustąpiły
u nich objawy wielu bardzo różnych chorób. Byli oni też biologicznie
młodsi w stosunku do osób w tej samej grupie wiekowej, które nie
medytują i wciąż cieszą się dobrym zdrowiem. Badania Instytutu Maharishiego
pozostawiały jednak wiele wątpliwości formalnych i metodologicznych,
łatwo było udowodnić dokładnie odwrotne tezy dzięki analogicznym
doświadczeniom.
Dziś już samo bycie medytującym, nawet według szkoły TM, nie daje
podstaw do ubiegania się o zniżki składek ubezpieczeniowych. Zniżki
można dostać na tych samych zasadach, co wszyscy inni ludzie, mniej
lub bardziej oświeceni - dzięki dobremu zdrowiu oraz unikaniu nieszczęśliwych
wypadków. Ubezpieczenie na życie to szczęśliwie nie dla wszystkich
ludzi główny pomysł na zarobek i utrzymanie.
Pomysł na życie ludzi produktywnych to być w kondycji i sytuacji
życiowej, która pozwala im na jak najpełniejsze realizowanie siebie,
swoich pragnień i potrzeb życiowych. Istnieją uzdrawiające
techniki medytacyjne, pomocne w osiąganiu tych celów, takie
jak Qigong tzw. medyczny oraz alchemia wewnętrzna, wykorzystana
w samouzdrawianiu i podnoszeniu psychicznej kondycji. Ważne jest
też osiągnięcie medytacyjnego
wyciszenia, umożliwiającego głęboką autoanalizę umysłu, rozpoznawanie
oraz transformację autodestrukcyjnych schematów myślenia i postępowania,
uświadamianie sobie pomysłów na życie, krążących w jego cichych
głębinach. Dla świadomych tej potrzeby, istnieją też metody harmonizacji
z Uniwersum, uświadomienia sobie wpływu energii Ziemi, gwiazd
i planet na siebie oraz swoje życie, praktyki astrologii i feng-shui
z pomocą własnego umysłu, z minimalną bądź żadną pomocą dodatkowych
przyrządów.
Tego wszystkiego warto się uczyć, warto też przekazywać to innym,
gdy się już tego człowiek nauczy - dla dobra wszystkich czujących
istot.